niedziela, 2 grudnia 2007

Ehh część 1

    • Moja opowieść się dopiero zaczyna Eskelu... Nie przerywaj. Co z tego że wojna wygrana, że przeżył ją tylko Kazar król złodziei, co z tego że zapomniał wszystko. To zaledwie początek tego co miało przesądzić o losach wielu ludzi w niezliczonych krajach zapomnianych królestw. Ale o tym później jak wrócę ze stolicy.

    • Ale to będzie trwało co najmniej trzy miesiące! Możesz nie zdążyć wrócić przed zimą!

    • Nie zdążę na pewno jak będę siedział i opowiadał opowieści przez następny miesiąc. Zima już się dawno skończyła.

    • Wiem ale czy nie mógłbyś opowiedzieć mi jeszcze tylko tej jednej opowieści? Proszę

    • Niestety tym razem już nie, już dość nawet nie próbuj mnie przekonać. To ty mnie tu trzymasz i te opowieści gdy już dawno powinienem być w drodze. Jutro wyruszam. Koniec dyskusji.



Jednak nigdy nie dotarł do stolicy. Po jego śladach dotarłem do tej gospody trzy mile od stolicy. Ale ślad się tu urywa. Syn właściciela gospody dobrze go pamięta i jego opowieści. Pamięta też że nie odszedł w stronę miasta czy przybrzeżnych królestw, wyruszył na spotkanie pobliskim górom. Nie są one wielki lub choćby tak stare jak te w których mieszkają karły. Jednak jest w nich coś dziwnego. Nikt nigdy nie nadał im nazwy, choć są tak blisko stolicy. Mało kto próbuje się przez nie przedostać choć to najkrótsza droga do miast portowych. Jednak nikt się tych gór nie boi. Na pewno dowiem się coś więcej o nich w stolicy. Mam nadzieje że dowiem sie czemu odszedł i nigdy nie wrócił.


Nie spodziewałem się że będzie ona taka wielka i ...

    • Uważaj jak chodzisz!

    • Przepraszam.

...niegościnna. Co ludzie widzą w tym mieście? Nie ma w nim nic prócz wspaniałych budynków, wszechobecnego hałasu, brudu na ulicach i tłumów ludzi. Wątpię że czegokolwiek się tutaj dowiem. Lepiej było iść od razu w stronę gór. Co się stało to się nie odstanie. Niema też tego złego co by na dobre nie wyszło. Mogę przynajmniej uzupełnić sprzęt na wyprawę. Musze tylko znaleźć targ.

    • Wspomóż biednego kalekę.

    • Czemu nie.

    • Dziękuje.

    • Nie ma za co.

Jak ja znajdę ten targ?

    • Szukasz czegoś miłościwy panie?

    • Panie? Jestem zaledwie synem farmera. Ale masz racje szukam miejsca gdzie mógłbym kupić parę rzeczy potrzebnych mi na wyprawę w góry.

    • W góry? Nikt nie chodzi w góry samotnie, nikt nie chodzi w te góry.

    • Wiesz coś na temat tych gór?

    • Ja nie, ale znam kogoś komu udało się przez nie przejść.

    • Możesz mi wskazać gdzie go znajdę?

    • Nie jego tylko ją. Jest ona gościem w pałacu.

    • Gościem? Dokąd idziesz? Jak ją poznam? Jak ma ona na imie?

I poszedł. Będę musiał zapamiętać sobie tą sztuczkę z nogą. Ciekawe czemu tak szybko uciekł? Ale ciągle nie wiem gdzie jest targ. Lecz zanim znajdę targ napije się tutejszego piwa w pobliskiej karczmie.

Nie jest tu zbyt przytulnie. Strasznie ponuro i ludzie jacyś ponurzy i cisi.

    • Piwo poproszę. Przepraszam o czym jest tamto obwieszczenie?

    • Obwieszczenie? A ogłoszenie. Ze wsi jesteś?

    • Tak. Co tam pisze?

    • Szukają ludzi do wyprawy w góry. Ale to już nieaktualne.

    • Dlaczego?

    • Inicjator jest w więzieniu jak i poprzedni właściciel baru. A teraz wyjdź.

Dziwne wszyscy uciekają jak tylko poruszę temat wyprawy w góry. Ciekawe. Naprawdę ciekawe. Zobaczmy co ma na ten temat do powiedzenia książę. Jego pałac jest na końcu miasta. Jest on najbliżej gór potem już nic nie ma tylko lasy. Brama do jego środka jest pilnowana przez dwóch strażników. Mury są dość wysokie. Włamanie nie ma sensu. Nie widze innego wyjścia jak tylko zapukać.

    • Stój!

    • Powiedziałem Stój!

Chyba nie zdążę zapukać.

    • Napytasz sobie biedy pytając ciągle o góry.

Może jednak zapukam.

    • Tak?

    • Rozpytywanie może sprowadzić na ciebie kłopoty.

    • Tak?

    • Niech cie szlag nie wierzysz mi.

    • Wierze. Tylko czemu ciebie interesuje to co się ze mną stanie.

    • Co? Nic mnie nie obchodzi co się z tobą stanie.

    • To czemu ze mną rozmawiasz?

    • Bo tylko ty masz odwago o nich rozmawiać i tobie mogę opowiedzieć moją historie. Choć ze mną to porozmawiamy.

Dziwny człowiek. No ale cóż całe te góry są dziwne i to miasto też. Jak dla mnie to nawet ludzie w mieście są dziwni. Wszystko dzieje się za szybko.



    • Głupia dziwka! Odkąd ją znaleźli u stóp gór nie odezwała się ani słowem! A wtedy powiedziała tylko jedno. Kazar! A teraz jeszcze ten głupi wieśniak wypytujący się o góry. Dobrze że już jest w moich rękach. Musze ci pogratulować pomysłu z plakatem i przynętą. Tylko co ja teraz z nimi zrobię? Zabicie ich może stwarzać problemy z innymi.

    • Pozwól im iść tam gdzie chcą.

    • Co? Coś ty powiedział!

    • Pozwól im uciec. Nawet im pomórz. Niech jeden z twoich ludzi im pomoże i ich zabije gdy tylko się oddalą. Wtedy staną się tylko kolejnymi ofiarami góry.

    • Jak ty to sobie wyobrażasz! Mam im tak po prostu pozwolić uciec! Co sobie ludzie pomyślą?

    • To samo co ostatnio gdy ktoś stąd uciekł.

    • Hmm... Jesteś pewien, że wszystko się uda?

    • Tak. Dla pewności można zawsze ustawić patrol na ich drodze.

    • Twój plan ma jeden szkopuł. Ten kto ich uwolni może się wygadać.

    • Ależ to żaden szkopuł. Wystarczy że patrol nie będzie wiedział że wśród uciekających jest nasz człowiek.

    • Dobrze niech i tak będzie. Zajmij się wszystkim. Niech uwolni ich Arien, nie jest mi już do niczego potrzebna. Zajmij się wszystkim Sinner.

    • Według rozkazu książę.

Już ponad tydzień mnie trzymają w tym zamknięciu. Nie powinienem iść za tym mężczyzną, to wszystko przez te przeklęte góry. Do tego odkąd się tu znalazłem nikt nie przyszedł by mnie przepytać, nikt nawet się nie zapytał jak mam na imię. Jedzenie mi przynosi służąca w obstawie sześciu zbrojonych strażników. Po tym jak czterech staranowałem pierwszego dnia pobytu zaczęli się ubierać w pełne zbroje. Już z daleka słychać jak idą. Jeszcze zanim pierwsze drzwi otworzą. Z tego co mi się udało usłyszeć i podejrzeć wynika że jestem na końcu korytarza który w małych odległościach ma umieszczone trzy drzwi. Każdej pilnuje strażnik. Z tego co słyszałem trzech przychodzi wraz z służącą która przynosi jedzenie. Zmiany są dokonywane trzy razy dziennie. Każda zmiana otrzymuje jeden posiłek. I co mi to daje? Więzienie z którego szybko nie ucieknę. Nie mam co krat wyciągać, znajduje się na jednej z wyższych kondygnacji nawet na dach nie wejdę. Liny też nie ma z czego zrobić nawet jakbym chcia... Zaraz czy sie przesłyszałem czy? Tak ktoś otwiera drzwi. Nie jest to pora zmiany straży czy mojego karmienia. Straż przy drzwiach niedawno dostała swój posiłek. Trzecie drzwi Teraz zostały już tylko moje. To może być moja jedyna szansa na ucieczkę. Jeszcze chwila.

    • Ałłł!

Niech to szlag mogłem się tego spodziewać. Albo i nie. Nie wiedziałem że ludzie mogą wyrosnąć aż tacy wielcy. Choć o mnie tak nieraz mówią, nie umywam się do niego.

    • Nic sobie nie zrobiłeś?

    • Nie. Zaraz to ty przynosisz mi jedzenie! Po co przyszłaś?

    • Ciii. Przyszłam by ci pomóc w ucieczce.

    • Ty?

    • Pff! Nie wierzysz że mogę być do czegoś przydatna!

    • Ciii. Oczywiście że się przydasz znasz ten zamek lepiej ode mnie.

    • Dobrze chodźmy.

Ciekawe czy to pułapka. Nawet jeśli to i tak mam większą szanse uciec z niej niż z tego więzienia.

    • Co się stało strażnikom?

    • Wsypałam im nasenne zioła do jedzenia.

    • Jak się obudzą nie będą stwarzać problemów?

    • Masz mnie za amatorkę? Będą spali jeszcze w czasie zmiany. Czemu się tak rozglądasz?

    • Bo ci nie ufam i idę w swoją stronę jak tyko wyjdziemy za miasto.

    • A czemu to mnie nie ufasz co? Czy nie otworzyłam drzwi twojego więzienia? Czy nie ryzykuje wszystkiego co mam żeby cie wydostać?

    • Tak ryzykujesz wszystko ale nie wiem czemu. Poza tym przychodzisz w jego obstawie.

    • To nie jest on tylko ona. Ona też jest więźniem księcia. A uwalniam was bo z wami ucieczka z stąd będzie łatwiejsza niż bez was. A teraz cicho zbliżamy się do zamieszkanej części.

Robi się coraz ciekawiej. Zaraz gdzie ona nas prowadzi?

    • A...

Strażnicy! To pułapka!

    • Sta...

    • Co się stało?

    • Zasnęli. Nie rób takiej głupiej miny tylko choć. Nie grzeb się bo zaraz się obudzą i pomóż mi z tymi drzwiami.

    • Jakimi drzwiami tu nic nie ma tylko ściana.

    • Pilnuj czy ktoś nie idzie.

    • Kto to powiedział?

    • Ja.

Niech mnie gęś kopnie ona mówi! A myślałem że ta dziewczyna jest niemo...

    • Eeej!

    • Nie krzycz tak.

    • To ty mnie nie ciągnij za koszule. A tak w ogóle to gdzie jesteśmy? Teraz to już milczysz? Przepraszam ale czy któraś może powiedzieć co się tu dzieje?

    • Jest małomówna. Nie mówi bez potrzeby. Teraz Jeszcze nie możemy rozmawiać. Jak wyjdziemy z miasta odpowiem ci na wszystkie pytania.

Przeklęte dziewczyny.



Mam tego dość cały dzień uciekają a jak tylko próbuję się odezwać to mnie uciszają lub zatykają usta. Ta olbrzymka nie odstępuje mnie nawet na krok.

    • Zbliża się już noc, czy teraz mogę się dowiedzieć o co chodzi i dlaczego nie poszliśmy od razu w stronę gór?

    • Odpowiedź na twoje pytania jest bardzo prosta. W pałacu byłam szpiegiem i morderczynią. Nie przerywaj. Za dobrą morderczynią. Postanowiono się mnie pozbyć i was przy okazji. Postanowiłam więc że ucieknę i przy okazji pomogę wam byście pomogli mi. - No ładnie lepiej dowiem się czegoś więcej bo jeszcze mi nóż w plecy wbije.

    • Chwila jesteś morderczynią i szpiegiem, którego postanowiono się pozbyć. Czemu więc dopuszczono cie do nas?

    • Bo miałam wam pomóc w ucieczce i zabić. - Teraz się wpakowałem lepiej już znikne.

    • Mi to starczy. Dalej idę sam! Puść mnie!

    • Będziesz mógł pójść dopiero gdy ją wysłuchasz do końca. - Teraz ta olbrzymka.

To się wkopałem. Jak tak dalej pójdzie to w o pójściu w góry mogę sobie tylko pomarzyć. Najpierw książęcy szpieg i milczącą olbrzymka, która przeszła przez góry półżywa. Aż się boje co będzie dalej. Lepiej się coś więcej o nich dowiem szczególnie o ...- Wysłucham cie ale zanim dalej będziesz mówić powiedz jak ty i twoja przyjaciółka olbrzymka macie na imię.

    • Ja jestem Arien, jak ona ma na imie to nie wiem nie powiedziała mi.

    • Muerta. Mam na imie Muerta.

    • Ja jestem Eskel. A więc do rzeczy. Czemu mam ci wierzyć!?

    • Ciii. Nie musisz byłoby nawet lepiej jakbyś się od nas odłączył. Szukają trójki zbiegów.

    • A nie dwójki przecież ty nie byłaś “gościem” księcia.

    • Tyle że wam pomogłam i byłam “gościem” nie księcia tylko Sinnera, a on jest dużo bardziej niebezpieczny.

    • A kim on jest? Dworzaninem?

    • Tylko z pozoru. To Sinner podejmuje wszystkie decyzje i wcale nie potrzebuje księcia trzyma go prawdopodobnie tylko dla pozorów. Pewnie niedługo go zabije.

    • Ale przecież nie można zabić księcia niewzbudzając niczyich podejrzeń!

    • On o tym wie i bez skrupułów zrzuci wszystko na starszego brata księcia.

    • Starszego brata księcia? Książę ma starszego brata?! Czemu więc on nie zasiada na tronie. - Coś mi tu nie gra lepiej szybko się ulotnie. Tylko jak?

    • Bo był podejrzany o udział w jakimś spisku. Zanim go oczyścili z winny jego młodszy brat już zasiadł na tronie. Całość była prawdopodobnie ukartowana właśnie przez Sinnera.

    • Zaraz chwila. Chcesz mi powiedzieć że Sinner dzierży niemal całą władze gdy książę siedzi na tronie, ale tego mu mało i zamierza sam zająć miejsce księcia wrabiając w to jego starszego brata, który nie jest na tronie bo organizował jakiś spisek. Dość usłyszałem idę w swoją stronę. I nikt mnie niee... Niech cie diabli Muerta! Chyba dość słyszałem. - O co znowu jej chodzi?

    • Siadaj. Jest jeszcze jedna historia którą musisz wysłuchać. A ty Arien idź i pilnuj czy nikt nie idzie.

    • Zostaje i nigdzie nie idę ja też chce posłuchać twojej historii.

    • To nie będzie moja historia tylko jego. I jak chcesz słuchać on musi wyrazić na to zgodę.

Moja historia? Jak to moją? Przecież ja wiem wszystko o swoim życiu!

    • A co ty możesz wiedzieć o moim życiu! Przecież jestem zwykłym synem farmera z rubieży.

    • Niestety ale się mylisz. Jesteś potomkiem Kazara króla złodziei.

    • Ależ... Ależ to niemożliwe Kazar to postać z baśni! Tak samo jak zapomniane królestwa. Przecież one nigdy nie istniały! Ona bredzi.

    • Istniały i istnieją nadal. Tam w tych górach.

    • Nie to niemożliwe! Niby jak?

    • Opowiem to szybko i bez przerw. Gdy wojna się skończyła..

    • Chwila jaka wojna?

    • Wojna zakończona wielką bitwą którą przeżył tylko Kazar. Nie minęło wiele czasu a znów zaczęły się formować wielkie siły, zbrojne jak i magiczne, na nieszczęście obu stron konfliktu pojawił się ktoś trzeci. Pojawił się znikąd bez przeszłości, rodziny, przyjaciół, czy choćby imienia. W dniu gdy masakra miała się powtórzyć postawił namiot dokładnie między dwiema armiami i czekał. Gdy armie ruszyły w swoim kierunku wyszedł przed namiot i zaczął grać na fujarce. Tak to wszystkich zdziwiło że pierwsze linie dosłownie przystanęły, a on jakby na to właśnie czekał podniósł ręce w górę i zakrzykną tak że wszyscy w zapomnianych królestwach usłyszeli. “Ja który nie urodził się na tym świecie. Ja który nic na tej ziemi nie mam. Wzywam ją by położyła kres tej wojnie zrodzonej z nienawiści dwóch ludzi. Ludzi takich jak ja. Ludzi którzy zapomnieli co to życie. WZYWAM CIE BYŚ POŁOŻYŁA KRES TEMU CO NIE Z CIEBIE ZRODZONE.” Po tych słowach zapadła martwa cisza nie zakłócona nawet jednym podmuchem wiatru. Była to martwa cisza w każdym tego słowa znaczeniu. Nikt nie wie jak długo ta cisza trwała. Niektórzy mówili, że godziny, inni natomiast że mgnienie oka. Jak długo by to się nie działo skończyła się ona gwałtowniej niż się zaczęła. Zanim ktokolwiek się odważył coś uczynić z nieba runęły pioruny wszędzie wokół wojsk. Gdy w końcu pioruny przestały uderzać w ziemię z jej wnętrza wytrysnęły słupy wody, wysokie jak te góry. Potem stało się to czego nikt się nie spodziewał, woda przestała płynąć. Ale wbrew wszystkim zasadom magi jak i nauki woda zamieniła się kamień. Kamień co tworzy te góry. Gdy się wszystko skończyło, człowiek nie z tej ziemi zrodzony powiedział - “Oto jest granica, którą możecie przejść jedynie w kierunku w którym zmierzaliście.” Większość z nich nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń ruszyła tam gdzie zmierzała. Ci co do nas doszli i opowiedzieli co się stało stali się mieszkańcami podgórza. Na tym mogła by się skończyć moja opowieść gdyby nie Kazar. Gdy już każdy zdołał zapomnieć o królu złodziei on dał o sobie znać w niecodzienny sposób. Pewnej nocy w samy środku królestwa powstała wieża, nikt nie wie jak ona powstała. Ludzie od razu zjechali by ją zobaczyć. Wszyscy gromadzili się w jej cieniu nikt się nie odważył wejść do jej wnętrza prócz pasterza spod gór potomka jednego z żołnierzy. Gdy wszedł na górę rozległ się głos. - “Oto jest człowiek odważny i ciekawy świata. Oto on będzie strzegł wyjścia i rodzinę króla, który przeżył tą wojnę.” - Ludzie oniemieli ponieważ myśleli że żaden z królów nie przeżył. Gdy ludzie zaczęli garnąć się do wejścia na wierze głos przemówił ponownie. - “Wieża nie jest dla was. Nie jest własnością nikogo z was. Należy do Kazara i jego potomków.” - To wystarczyło ludzie się przelękli ponieważ rozpoznali głos który rzucił klątwę na ich królestwo. Nie minął miesiąc a strażnik wieży zwołał wszystkich bardów i opowiadaczy by poprosić ich o pomoc w opiece nad potomkami Kazara. Decyzja była niemal jednomyślna, tylko jeden nie zgodził się na pomoc. Pomoc bajarzy miała polegać na ośmiu latach opieki nad potomkiem Kazara przez jednego z nich. I tak co osiem lat wyruszał ktoś by pilnować i kształcić jego potomków. Do niedawna wszystko szło dobrze, wszyscy potomkowie króla złodziei byli szybko odnajdywani i pilnowani. Jakieś 15 lat temu bardowie zaczęli znikać. Najpierw po naszej stronie znikali ci co mieli pójść, potem jak się okazało to bezsensowne, bo na miejsce jednego 10 czekało, zaczęli znikać zaraz po zejściu z gór. Ja jestem pierwszą osobą, która jako jedyna w ciągu 10 lat dotarła do ciebie. Moją misją jest sprowadzenie ciebie do zapomnianych królestw. Jak będzie trzeba mam użyć przemocy.

Niech to nieźle się wkopałem. A wszystko przez jakąś dziecinną żądze posłuchania końca opowieści o Kazarze.

    • Chwila moment. Nie mam zamiaru w tym uczestniczyć. To co do tej pory usłyszałem przemawia za wszystkim by się trzymać od was i od tych głupich gór z daleka. Opowiadasz mi tu że ni...

    • Cicho! Nie mam zamiaru tego słuchać. Co nieco do tej historii mogę dołożyć i zapenić cie że jak w ciągu kilku najbliższych dni nie będziemy w górach to nie będziesz miał dokąd pójść jak będziesz jeszcze mógł chodzić. Całe królestwo będzie cie szukać. Czy to chłop, mieszczanin czy zwykły żołnierz. Nie przeżyjesz tu długo.

    • To wszystko to jakieś nonsensy! Jak to wszystko co macie mi do powiedzenia to ja już pójdę. Mam nadzieje że więcej was nie zobaczę. Żegnam!

Lepiej się ruszę, nie mam zamiaru uciekać z tymi wariatkami. Plotą same nonsensy. Nie istnieje coś takiego jak zapomniane królestwo, nie jestem potomkiem Kazara, nie... Musze odsapnąć, nie sądziłem że mam tak złą kondycje. Siądę sobie pod tym drzewem i odpocznę chwilkę.



    • Nie pobiegniesz za nim?

    • Nie dla niego niema już ratunku. Każdy z Zapomnianych Królestw kto się ich wyprze umiera.

    • Ale on się urodził poza ziemiami Zapomnianych Królestw. Minęły setki pokoleń w jego krwi nie pozostało wiele z krwi Kazara.

    • Tu nie chodzi o krew, tylko magię. Zapomniane Królestwa mają też inną nazwę. Przez jej mieszkańców są nazywane Przeklętymi Królestwami. Na dziś już dość niespodzianek, kładźmy się już jutro ruszamy w góry.

    • Ale przecież miałaś wrócić z potomkiem Kazara?! Prócz niego musi jeszcze jakiś żyć.

    • Niestety on był ostatni. W tym miejscu musi zakończyć się opowieść o Kazarze.

    • Ale...

    • Nie ma żadnego ale. Kazar to przeszłość! Zastanawiam się kto będzie przyszłością? Idę spać obudź mnie o wschodzie słońca. Ruszamy przed świtem, do wieczora chce być w górach.

    • Skąd wiesz, że nie odejdę jak tylko zaśniesz?

    • Bo sama mówiłaś że nie masz dokąd. Teraz daj mi już spać późno się robi.

W co ja się wpakowałam? Cała ta historia z Zapomnianymi Królestwami, królami i magią to nie dla mnie. Tylko że ja nie mam za dużego wyboru, nie mogę wrócić do stolicy bo zanim jeszcze przekroczę bramę będę martwa. Sama w świat też raczej nie wyruszę. Całe życie spędziłam w pałacu i jego najbliższych okolicach. Jeśli pójdę z nią będę musiała wejść w te góry a to wiąże się z ryzykiem, że zginę w jakiejś lawinie czy rozpadlinie. Gdyby tylko nie chcieli mnie zabić. Ciekawa jestem co teraz się dzieje w pałacu.



    • UCIEKLI!!! JAK TO UCIEKLI!! PRZECIEŻ NIE MOGŁO SIĘ NIE UDAĆ!

    • Przypuszczamy iż Arien sie dowiedziała o tym, że ona też ma zginąć. Przypuszczalnie...

    • PRZYPUSZCZALNIE!! PRZYPUSZCZALNIE! NIE MASZ NIC INNEGO DO POWIEDZENIA! Kapitanie.

    • Nie panie.

    • Dobrze przynajmniej jesteś szczery. Pożyjesz trochę dłużej. Teraz znajdź mi osobę odpowiedzialną za ten przeciek i przyprowadź ją do mnie, szybko.

    • Tak panie.

    • A jeszcze jedno nic nie może dotrzeć do księcia.

    • Tak panie Sinnerze.

    • A teraz idź. Ja się zajmę uciekinierami.



Sinner musi mieć teraz przerąbane. Książę pewnie się wkurzył i każe go zabić. Jaka to miła wizja, szkoda że nierealna. Niestety to nie Książę rządzi, świat stałby się wtedy lepszy. Niemal tak dobry jak ta muzyka. MUZYKA!

    • Chyba ci nie przeszkadzam?

    • Co? Jak? Kiedy?

    • Nie dziw się tak. Zapomniałaś już co tobie mówiłem Arien?

    • Nie, nie zapomniałam, tyle tylko, że ci nie wierzyłam.

    • Nie dziwie ci się. Mało kto mi wierzy. Niektórym to na dobre nie wychodzi. Zmieńmy już temat. Widze że znalazłaś sobie nową przyjaciółkę. - On to wszystko źle zrozumiał.

    • Nie! To nie jest tak jak myślisz.

    • Możliwe, któż to wie co ja myślę.

    • Może byście tak ciszej rozmawiali niektórzy chcą pospać.

    • Przepraszam cie nie zauważyłem cie. Choć musze przyznać że rzucasz się w oczy. - Muerta? Nie rzuca się w oczy?

    • Ja też z początku cie nie zauważyłam jesteśmy kwita. Teraz chciałabym pospać.

    • Jak już się obudziłaś, to mogę się przedstawić. Jestem...

    • Sinner! - Jak on nas znalazł?

    • Niestety ja nie mam tak na imie.

    • Nie chodzi o ciebie widziałam go między drzewami. Musimy ruszać dalej. - Jak on to zrobił? Co prawda jest dobrym myśliwym ale... - Muerta zwijamy obóz.

    • A gdzie się podział twój przyjaciel?

    • Nie mam pojęcia, zawsze jak zaczyna się coś dziać znika, na odwrót też działa. Jak znika coś zaczyna się dziać. Porozmawiamy w drodze. - Trzymam cie za słowo Cristal najpóźniej za trzy dni znów się spotkamy. Tak jak obiecałeś ostatnio.



    • Witaj Sinner. W końcu się spotykamy.

    • Kim ty jesteś?

    • Wędrowcem tak jak ty i mam zamiar ciebie zabić.

    • Skoro jesteś wędrowcem to powinieneś wiedzieć że nie da się nas zabić.

    • Ależ da. I nic ci nie pomoże, gdy twoja głowa samotnie wyruszy w podróż.

    • CO! NIE ZROBISZ TEGO! Nikt nie potrafi....

    • Myliłeś się.



    • Arien dlaczego tak się zerwałaś?

    • Widziałam Sinnera.

    • A może ci się tylko wydawało?

    • Nawet jeśli wole nie ryzykować. Byłam kiedyś światkiem pewnego zdarzenia. Nie zwalniajmy opowiem ci w drodze.

    • Dobrze mów. Chętnie się coś dowiem o naszym największym wrogu.

    • Całość działa się wiosną dwa lata temu. W tym czasie bandyci napadli na zamek. Żyli oni o dziwo w górach i była ich tylko garstka. Ale to wystarczyło do tego by zniszczyli cały garnizon zamkowy i uwięzili księcia. Wszystko to w niecały dzień. Ja sama schowałam się w jednym z ukrytych przejść i się tego nie wstydzę. Przeciwnik był naprawdę dobry. Gdy sie uspokoiło postanowiłam rozejrzeć się po zamku. Wyszłam tylko za róg i zobaczyłam Sinnera jak walczy. Mówię ci on nie jest zwykłym człowiekiem, walczył przeciwko trzem Góralom. Gdy go zobaczyłam jeden był martwy a on był przeszyty mieczem na wylot, potem to już oczom nie wierzyłam. W jednej chwili wyrwał miecz ze swoich wnętrzności i rzucił sie w stronę dwóch pozostałych przeciwników z nieprawdopodobną szybkością. Oni choć szybsi niż ktokolwiek kogo wcześniej widziałam, nie zdążyli nawet ręką ruszyć. Nigdy tego nie zapomnę, Sinner po prostu przeleciał między nimi, nie widziałam aby wykonywał jakikolwiek ruch, czy choćby żeby mu mięsień zadrgał, ale gdy tylko wylądował. Oni się rozpadli, zwyczajnie rozpadli, jakby byli złożeni z dziesiątków kawałków, a on nawet nie patrząc na nich zwyczajnie wstał i podszedł do mnie ze słowami “To co tu widziałaś się nie zdarzyło.” Od tego momentu byłam jego marionetką gotową na każde jego wezwanie. Pracując dla niego mogłam go obserwować i się uczyć.

    • Twoja historia zdaje się trochę przekoloryzowana.

    • Wiem co widziałam.

Brak komentarzy: